Blog

Moonlighter – kupiec też bohater

Co by było, gdyby Link z serii Legend of Zelda porzucił ratowanie świata i założył jednoosobową działalność gospodarczą?

Na to pytanie odpowiedziało hiszpańskie studio Digital Sun, które w 2018 roku (dzięki uprzejmości polskiego 11bit Studios) wydało swojego Moonlightera, ich debiutanckie połączenie gry rpg akcji, rogue-lite’a oraz symulatora handlarza. 

Historia rozgrywa się w miasteczku Rynoka. Kierujemy Willem, białowłosym właścicielem sklepu Księżycowo (Moonlighter). Jego celem jest otwarcie ogromnych wrót do zamkniętego lochu, a żeby to zrobić, musi najpierw pokonać strażników czterech mniejszych podziemi i pozyskać ich klucze. Przy okazji jego celem jest też rozwijanie punktu handlowego i sprowadzanie do miasta nowych mieszkańców w postaci alchemiczki lub kowala.

Pętla gameplayu podzielona jest na dwa segmenty. W nocy wchodzimy do lochu, walczymy z potworkami i zbieramy loot. Z kolei w dzień wystawiamy nasze znaleziska na stelażach, ustalamy ich cenę i otwieramy drzwi dla klientów, których reakcja szybko pokaże nam, czy (lub jak bardzo) rozminęliśmy się z wartością rynkową danego przedmiotu. Jeśli zrobią naburmuszoną minę, to ewidentnie żądamy zbyt wysokiej kwoty, z kolei, gdy w oczach zabłyszczą im monety, powinna to być sugestia do lekkiego podniesienia ceny. Jak na prawdziwy handel przystało, występują tu prawa popytu i podaży. Mniej dostępne, za to bardzo popularne towary można sprzedać za wysoką cenę, ale te pospolite lub ze zmniejszonym zainteresowaniem raczej nie zwiększą znacząco dziennego utargu. Ponadto, poza zwykłymi klientami, sklep odwiedzać też będą wojownicy, poszukujący nowego oręża, bogacze gotowi zapłacić za towar więcej niż normalnie, a także złodzieje, którym trzeba spuścić manto, gdy tylko spróbują coś sobie przywłaszczyć. Nasz sklep możemy rozbudować, co np. zwiększy liczbę przedmiotów, które możemy wystawić, a także dekorować, co wpłynie na hojniejsze napiwki, wydłuży czas oczekiwania klientów albo zwiększy dzienny limit gości. 

Między handlowaniem a walczeniem w lochach dostajemy także niewielką przestrzeń do rozwoju postaci, choć sprowadza się to głównie do zakupu nowego wyposażenia, jego zaklinania i warzenia mikstur. Miłośnicy magii i korzystania z gamy zdolności specjalnych również będą zawiedzeni, bo Will może korzystać jedynie z mieczy, tarcz, włóczni, rękawic bojowych oraz łuków. Starcia są płynne i zręcznościowe, często nie stanowią zbyt wielkiego wyzwania, bo wystarczy jedynie unikać ciosów lub zasłaniać się tarczą (jeśli takową posiadamy), ale na wyższych poziomach trudności bossowie potrafią dać w kość. Często, jednak jeśli jakiś typ przeciwnika jest irytujący, ulepszenie ekwipunku skutecznie rozwiąże problem. Śmierć nie oznacza także końca naszej przygody. Utrata wszystkich punktów życia pozbawia nas wszystkich fantów z plecaka, ale założony ekwipunek, złoto oraz pięć przedmiotów umieszczonych w pasku podręcznym Willa pozostają nietknięte. Po zgonie dostaniemy szansę spróbowania sił z danym lochem raz jeszcze (choć z innym układem mapy, bo pomieszczenia są rozmieszczane losowo), albo powrotu do miasta i przygotowania się na następną noc. 

Warto przy tej okazji powiedzieć jeszcze kilka słów na temat naszego plecaka. Jest on w stanie pomieścić łącznie 15 grup przedmiotów, ale niektórych nie można w nim umieścić, gdzie się chce, bo często trafimy na itemki oznaczone specjalnym znacznikiem. Jedne zniszczą najbliższy przedmiot znajdujący się we wskazanym kierunku, inne mogą zablokować te leżące w bezpośrednim zasięgu, a jeszcze inne znikną, gdy otrzymamy zbyt dużo obrażeń. Są też i takie, które muszą być umieszczone w konkretnej części plecaka (np. po lewej lub prawej stronie). Nierozważne upychanie tobołka bez zwracania uwagi na ramki przy przedmiotach może np. doprowadzić do zniszczenia długo poszukiwanego przez nas tworzywa do nowej broni lub zbroi. 

Gra wymaga grindowania. Jeden loch będziemy odwiedzać mnóstwo razy w celu pozyskania najbardziej drogocennych łupów, bo ulepszenia sklepu i rynsztunku kosztują dość sporo. Na szczęście nie jest to żmudny proces, ciachanie wrogów jest przyjemne, dlatego warto podchodzić do rozgrywki partyjkowo, czyli w krótkich sesjach np. podczas słuchania jakiegoś podcastu. Osobiście nie czułem, by gra zmuszała mnie do zbierania co atrakcyjniejszych przedmiotów, było to dla mnie naturalną częścią rozgrywki, urozmaicaną przez prowadzenie sklepu. 

Oprawa audiowizualna jest przyjemna, urocza i kolorowa. Soundtrack dobrze tworzy klimat zarówno eksplorowania podziemi, jak i dziennych aktywności handlowych, bardzo przypominając znajome dźwięki ze Stardew Valley. Obecnie Moonlightera dorwiecie w polskiej wersji językowej praktycznie wszędzie, od konsol poprzedniej generacji (PS4, XboxOne, Nintendo Switch), przez pecety aż na smartfonach kończąc. Standardowa cena to ok. 70 zł, ale warto poczekać na promocje, bo czasem da się kupić tę grę za jedyne siedem złotych. A jeśli wam się spodoba, to pod koniec 2025 roku premierę miał sequel, więc przygód bohaterskiego sklepikarza nie zabraknie! 

M. Matłok  

Możesz również polubić…

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.