„Strzeżcie się fałszywych proroków,
którzy przychodzą do was w owczej skórze,
a wewnątrz są drapieżnymi wilkami”
~Mt 7, 15-23
Knives Out, pierwsza część serii kryminałów od Riana Johnsona, była nie tylko jednym z największych filmowych zaskoczeń 2019 roku, ale i początkiem odbondowienia Daniela Craiga. Mimo że w tamtym okresie aktorowi został jeszcze jeden, ostatni film z jego wersją agenta 007, dziś coraz bardziej jest on kojarzony z charyzmatycznym i ekscentrycznym detektywem Benoitem Blanciem. Niestety dla kinomaniaków pierwsza część była ostatnią dystrybuowaną w kinach na szerszą skalę, bo w 2021 roku Netflix kupił prawa do dwóch kolejnych filmów z tej serii: Glass Onion (2022) oraz najnowszego Wake Up Dead Man. O ile ten pierwszy wciąż był dobrym filmem, choć słabszym od swojego poprzednika, tak drugi z nich, w mojej opinii, śmiało może kandydować do miana najlepszego.

Jud jest byłym bokserem z mroczną przeszłością. Jako młody ksiądz próbuje odkupić swoje winy i obrać nową drogę pełną empatii i dobroci. Nie jest mu to dane, gdyż trafia do parafii księdza prałata Jeffersona Wicksa, duchownego o dość surowym i bezpośrednim podejściu do stylu życia swoich owieczek. Na jego nabożeństwa stale przychodzi jednak garstka wiernych, którzy podzielają jego spojrzenie na świat i poszukują w wierze rozwiązania swoich problemów. Podczas wielkopiątkowej uroczystości Wicks zostaje zamordowany, a wszystkie oskarżenia spadają na skonfliktowanego z nim Juda. Dowody nie pozostawiają złudzeń, dlatego prywatny detektyw Benoit Blanc wkracza do akcji, by osobiście zbadać tę sprawę.
Rian Johnson ponownie zamyka swoich bohaterów w kameralnej przestrzeni (tutaj w niewielkim miasteczku), orientuje ich wątki wokół denata i prowadzi widza przez angażującą intrygę, która, cytując samego Blanca, przypomina donut, w którego dziurze jest ukryta kolejna dziura. Nic nie jest takim, jakie się wydaje, podejrzanym znów ciężko zaufać, a niektórzy uwikłani są w całą sprawę bardziej, niż to pokazują. Po nieco luźniejszej atmosferze wyspy bogatego pasjonata zagadek z Glass Onion klimat starego kościoła w małym miasteczku przybiera poważniejszego i niekiedy cięższego tonu. Dalej jest tu przynajmniej kilka drobnych scen komediowych, ale całość jest dużo bardziej zwarta, mocniejsza w swoim wyrazie i przykuwa do ekranu przez całe dwie i pół godziny, nie nużąc ani przez chwilę. W pierwszej części Knives Out pod płaszczem detektywistycznej historii z motywem „kto zabił” twórcy udzielali pewnego komentarza i krytyki wyższych warstw społecznych. Tutaj scenariusz oferuje przekrój postaw wobec wiary, przedstawia różne motywacje szukania życiowej pociechy pod sklepieniem kościoła oraz pokazuje silny wpływ dwóch bardzo odmiennych dróg pełnienia duchowej posługi: zarówno tej skrajnej, niemal politycznej, jak i tej bliższej biblijnym metodom Jezusa. Nikt nie pozostaje wobec tego tematu bierny, zwłaszcza Benoit Blanc, który musi skonfrontować z nim swoje ateistyczne, przyziemne i pragmatyczne myślenie.
W budowaniu wiarygodnych postaci na pewno pomagają świetni aktorzy: Josh O’Connor, Glenn Close, Jeremy Renner, Andrew Scott, Kerry Washington, ale przede wszystkim Daniel Craig jako detektyw Blanc oraz znakomity Josh Brolin, który jako ksiądz prałat wzbudza w widzu antypatię do swojej postaci już od pierwszych minut. Słabszym elementem obsady jest, niestety, Mila Kunis, grająca policjantkę, która pełni tu bardziej zawodową rolę, nie mając zbyt dużego wpływu na tę historię.
Jeśli pokochaliście poprzednie dwie części serii za oprawę audiowizualną, to i tu dostaniecie bardzo dobrze nakręcone ujęcia, bogatą kolorystykę oraz klimatyczną muzykę Nathana Johnsona (nota bene kuzyna reżysera), którego kompozycje bardzo dobrze zgrywają się z emocjami bohaterów i dodają poszczególnym scenom unikalnej atmosfery. Na to wszystko po prostu bardzo miło się patrzy i równie świetnie tego słucha. Niełatwo jest oderwać oko od seansu z powodu intrygi oraz narracji, ale czasem można zatrzymać odtwarzanie, by uchwycić konkretny kadr.
Czy jest to najlepszy film roku? Moim zdaniem nie, ale spokojnie może aspirować przynajmniej do pierwszej piątki. Na pewno z czystym sumieniem mogę go polecić wszystkim szukającym dobrej, jakościowej rozrywki. Przygotujcie dobrą herbatkę i zafundujcie sobie wieczór z klasycznym filmowym kryminałem, który z całą pewnością zostanie w waszej pamięci na dłuższy czas.
M. Matłok

