Halo!
W zeszłym tygodniu zakończył się Bykon, czyli Bydgoski Konwent Multifandomowy, i już mogę z całą mocą napisać, że było lepiej niż rok temu. Zapraszam na dym, fajerwerki, lasery i wszystko, co kochają ludzie cierpiący na niedobór dopaminy.

Od początku. Swoją przygodę rozpocząłem od podróży pociągiem relacji Warszawa–Bydgoszcz i tam moja cierpliwość została wystawiona na próbę. Rozkładowo było na czas. Brakowało jednak Warsu. Budziło to wątpliwości do własnych umiejętności organizacyjno-podróżniczych, że nie poszło się do sklepu o 6:30 rano przed pociągiem ani nie przygotowało się jedzenia wieczorem. PKP przyszło z ratunkiem w postaci automatu z batonami i kawą. Baton kosztował 5 zł i miał konsystencję trocinowych mebli z IKEI, więc trochę tam leżał. Automat z kawą nie wydawał kawy, była niedostępna. Dostępna była za to czekolada, która po zamówieniu okazywała się wodą, tak minęły 3 godziny podróży.
O 9:30 dotarłem do miejsca spotkania z przeznaczeniem – BYDGOSZCZ. Miasto cud. Paryż północy. Wenecja wschodu. Naczelny wróg Torunia. Drogę z dworca znałem już na pamięć. Stres był o wiele większy niż ostatnio, bo byłem sam – bez kogoś do gadania człowiek ma za dużo czasu, żeby się zastanawiać, czy dobrze zarządza swoim życiem. Mimo to starałem się myśleć pozytywnie, bo w sumie co mi pozostało. A jak już wcześniej napisałem, Bykon w zeszłym roku bardzo mi się podobał, więc nie było podstaw na marudzenie.
Martwiłem się tylko, że znów będę musiał stać w bardzo długiej kolejce. I tutaj ogromny plus ode mnie, bo osoby współorganizujące miały osobną kolejkę do akredytacji. Od razu zająłem najlepsze miejsce na spanie na hali od koszykówki i wyruszyłem na robienie relacji. Zajrzałem jak kolejka i to, co mnie zaskoczyło, to liczba uczestników. Od pewnych anonimowych źródeł wiem, że rekord poprzedniej edycji został pobity już o godzinie 14. Mam nadzieję, że wszyscy dostali się na swoje wymarzone prelekcje i nie był to żaden kolejny Kolejkon. Sam byłem zaskoczony ilością uczestników, ale też różnorodnością strojów. Spójrzmy w prawdzie w oczy. Często jest tak, że wiele pomysłów cosplayowych bierze się z aktualnie popularnego serialu gry lub filmu fantasy. Rok temu była to Expedition 33 (ale to na Copernikonie), dwa lata temu dominował Hazbin Hotel, wcześniej Arcane od LOL-a, a jeszcze wcześniej Squid Games. Tym razem brakowało jednoznacznego lidera. Co miało swoje odzwierciedlenie w konkursie cosplay, a skoro o nim mowa.

Po przejściu przez kilka prelekcji, z których najcieplej będę wspominał tę o icebergu z High School Musical, wybrałem się na crème d’la crème imprezy. Konkurs cosplay 16:00 w samą porę obiadową. Lud głodny. Dosłownie głodny jedzenia, ale i głodny występów. Ludu jak mrówków. Sala pękała w szwach. Stres uczestników dało się poczuć z najdalszych miejsc. Jury elitarne. Prestiż imprezy wybitny. Do wygrania 400 zł! Jest się o co bić. To będzie ze 20 kebabów średniej jakości. Jakbym wam opisał wszystko, to nie chciałby się wam tego czytać. Na wasze szczęście dorwałem się do miejsca w pierwszym rzędzie i zrobiłem zarąbistą relację na naszym bezbekowym Instagramie, do której was odsyłam. Tak szybko z moich odczuć to dopowiem, że bawiłem się świetnie. Kolorowo i wystrzałowo. Przedawkowałem dozwoloną przez lekarza dawkę Japonii z 200 razy. A państwu w dużych strojach zwierzęcych, którzy zaręczyli się przed wszystkim w przerwie od wyników, serdecznie gratuluję!

W dalszej części zrobiłem coś, czego nie omawiałem nigdy, czyli wioski fantasy. Jak się okazuje, był to dobry ruch. Nie, że mnie tam nigdy nie było tylko, że tam poszedłem! Mogliśmy się tam zmierzyć ze eksperckim stężeniem fandomów różnej maści. Od specjalistów Awatara: legendy Anga (teraz już wiem, że to anime, ale amerykańskie i nie można doczepiać do anime. No, chyba że uznacie inaczej. Nikt tego nie sprawdza). Po specjalistów simsowych, gdzie można było wziąć ślub, który jeszcze nie jest uznawany przez państwo, kwestia czasu. Do najlepszego co mnie spotkało, czyli wioski średniowiecznej. Gdzie mogliśmy się ponawalać mieczami. Prawdziwymi stępiałymi mieczami! Wiecie, że one wcale takie ciężkie nie są? Film Goście, goście! i Sienkiewicz nas okłamali. Jak pani od polskiego wam powie, że macie przeczytać Krzyżaków, to możecie powiedzieć, że ta książka przekazuje nieprawdziwe informacje i wprowadza czytelnika w błąd, i nie macie zamiaru czytać! Jakby co, to ja wam to powiedziałem, że nie musicie czytać. Wyróżnienie dostają ode mnie ludzie ze stowarzyszenia Awangarda, szczególnie osoba, która zrobiła mi napis „Kacper, Magazyn Bezbek” po japońsku i nie był to przepis na ramen. Oraz od Juggera, za niezapomniane emocje przy „Mam talent!”, bo ich koledzy tam występowali i nawet przeszli.
Dobra, dobra niby tak super, a gdzie wady? Są dwie. Niewygodnie mi się spało, bo ktoś ciągle chrapał i spałem na podłodze w sali gimnastycznej. To się samo komentuje. A druga sprawa, że w zeszłym roku była wioska z ludzikami od herbaty, której byłem wielkim fanem. W tym roku jednak nie postanowili się pokazać, za co ich szczerze nienawidzę 😊. Na ich szczęście nie rzucam klątwy, bo byli ludzie od Anga, którzy to mieli zapas herbaty i kupiłem od nich gadżet w postaci żaby. Możecie mi zazdrościć. Z zakupów jeszcze wspomnę, że stragany w tym roku obrodziły w bardzo fajne rzeczy i kupcy oraz kupujący mogą być zadowoleni.
Zmierzając do końca, bo jest już to okropnie długie. Było mega. Pozdrawiam wszystkich, których napotkałem i zamieniłem zdanie. Liczę na kolejne zaproszenie i na tę wioskę z herbatą w przyszłym roku, bo jeśli znowu jej nie będzie to napiszę skargę do płokułatuły. Do następnego!
Kacper
Wielki fan
